Newsletter

Zapisz się

7 powodów, przez które coraz mniej lubię Ubera

Jakiś czas temu na swoim wallu napisałam skrawek historii, jaka miała miejsce ze mną, moją pracownicą Sandrą oraz kierowcą Ubera w roli głównej. O ile historia ta skończyła się względnie dobrze – nikomu nic się nie stało, o tyle to, co się zdarzyło się po, totalnie mnie zdegustowało i moim zdaniem było po prostu słabe. Gdyby to było pierwszy raz – ok. Wybaczyłabym. Każdemu może podwinąć się noga. Ale to już kolejny raz, kiedy Uber przesuwa granicę mojej cierpliwości. Uberze – zaczynasz robić to bardzo źle, przez co coraz mniej Cię lubię.

O co dokładnie chodzi?

Kiedy 3 lata temu siedziałam na wiślanej barce, gdzie miała miejsce konferencja prasowa wprowadzająca Ubera do Polski, byłam mocno podekscytowana. I moja zaawansowana wówczas ciąża nie miała z tym nic wspólnego ;) Chodziło o nowego gracza na rynku transportu miejskiego w Warszawie, a docelowo w Polsce – Ubera. Whooo – hooo pomyślałam. Będzie taniej, będzie nowocześnie, będzie super! Samochód dostępny z poziomu aplikacji, karta podpięta pod konto, możliwość dokładnego sprawdzenia przebytego dystansu, trasy… a przy tym normalni, zwykli kierowcy, ludzie tacy jak ja czy Ty, którzy np. wyszli z pracy i chcą sobie trochę pojeździć po mieście, a przy tym nieco zarobić. Takie były perspektywy. Przynajmniej na początku tak to wyglądało. A potem coś się zmieniło. 3 lata po wejściu Ubera do Polski muszę to niestety napisać – jest bardzo źle. Wizja, którą otrzymałam od firmy w 2014 roku, teraz jest tylko dalekim wspomnieniem.

Czarę goryczy przelała sytuacja, którą opisywałam na początku, a która miała miejsce w lutym. Sandra, z którą pracuję w agencji, zamówiła Ubera. Miałyśmy jechać na spotkanie z klientem i naszym filmowcem, który miał nagrywać relację z eventu, nad którym właśnie pracowałyśmy. Sandra wybrała odbiór na Wilanowie. Po kilku minutach, kiedy samochód był już blisko, udałyśmy się na miejsce. Auto stało zaparkowane i czekało na nas wzdłuż ulicy Hlonda. Stało przy nim dwóch policjantów, ale nie wzbudziło to naszych podejrzeń – może pytają o coś kierowcę? Tego nie wiedziałyśmy. Niczego nie podejrzewając wsiadłyśmy do środka. Dopiero wtedy usłyszałyśmy rozmowę:

– czy Pan wie, że nie wolno się tutaj zatrzymywać?

– nie, naprawdę nie zauważyłem znaku

– tutaj też nie wolno wjeżdżać, to jednokierunkowa ulica, tylko dla mieszkańców, aby mogli dojechać do garażu

– tak rozumiem, ale tak jak mówię – nie zauważyłem znaku

– proszę ze mną, pokażę Panu gdzie był znak, bo czuję, że chce się pan wymigać od mandatu

– nic bardziej mylnego, nie chcę się od niczego wymigać, po prostu mówię, zgodnie z prawdą, że nie zaważyłem znaku

(tłumaczenia, gadki o znaku, Policjant trzyma dokumenty kierowcy w ręku)

– w dniu dzisiejszym to będzie 100 zł mandatu i 1 punkt karny, czy Pan przyjmuje?

– tak, przyjmuję

– dobrze

(stukanie w urządzenie, wypisywanie)

– Panie XXX, gdybym był tutaj sam, to wtedy dostałby Pan ten mandat, ale jest ze mną dzisiaj funkcjonariusz YYY, zatem otrzymuje pan tylko pouczenie

– o, dziękuję bardzo

– a ma pan jakieś punkty?

(tu kierowca, który do tej pory był nadzwyczaj spokojny i opanowany zaczyna się wiercić)

– no może mam

– ???

– no kiedyś przekroczyłem prędkość o jakieś 14km/h i dostałem 6 punktów karnych

– a-ha. Rozumiem, no nic, to tym razem się udało, ale proszę pamiętać…..

My wciąż z tyłu. Zadzwoniłyśmy do klienta, że mamy poślizg, przepraszamy. I kiedy myślimy, że w końcu pojedziemy nagle, jak przebudzony ze snu, odzywa się Policjant nr 2:

– CHWILECZKĘ. System nie może pana zidentyfikować. Poproszę jeszcze raz o dowód osobisty. Gdzie pan mieszka?

(zaczyna się nerwówka)

– Na Wilanowie

– Pracuje pan gdzieś?

– Nieeee

– Nigdzie pan nie pracuje? Jest pan na bezrobotnym?

– No nieee

– A czemu pan nie pracuje i czemu nie jest zarejestrowany?

– Tak wyszło. Czy muszę odpowiadać na te pytania?

– Tak, musi pan.

– ???

– Czy był pan kiedyś karany?

– Może tak, a może nie….

 

W tym momencie poczułyśmy, że każda dodatkowa minuta spędzona w tym samochodzie może się dla nas źle skończyć. Zwalczyłyśmy więc ciekawość „co będzie dalej“ i szybko wysiadłyśmy, a potem oddaliłyśmy się od auta.

Na odchodnym słyszałyśmy tylko pytanie Policjanta – czy pan pracuje w Uberze? Dlaczego nas pan okłamał?

Gdy dorwałyśmy kolejnego kierowcę i mijałyśmy ulicę z kierowcą nr jeden, widziałyśmy stojącą kabarynę z włączonymi światłami. Jakieś 20 minut później Sandra otrzymała powiadomienie na swój email o zakończonym kursie… na Okrężnej 57. A że ja z Sadyby, to wiedziałam, że tam jest Komisariat Policji. Za cały przejazd zostałam obciążona kwotą w wysokość 18 złotych.

Ta sytuacja mogła się skończyć na 1000 możliwych sposobów. Nie chcę demonizować, bo takie rzeczy w 99% przypadków dzieją się tylko w amerykańskich filmach, ALE co by było, gdyby kierowca Ubera włączył silnik i zaczął uciekać???? Nawet nie chce mi się tego kończyć.

O całej sprawie na Facebooku napisałam tak:

Na duży plus zasługuje fakt, że niedługo po tym na privie skontaktował się ze mną Kacper Winiarczyk, który odpowiada za Ubera w Polsce. Zapytał co się stało, przeprosił, powiedział, że kierowca został zatrzymany do czasu wyjaśnienia sprawy. Świetnie, ale swoich 18 złotych za przejazd, który de facto się nie odbył, nie otrzymałam. Co więcej – nie mam możliwości zgłoszenia reklamacji. I tutaj przechodzimy do sedna sprawy. Uberze – zaczynam Cię lubić coraz mniej.

Dlaczego?

1.Bo masz fatalny UX jeśli chodzi o obsługę klienta i możliwość zgłaszania reklamacji

Nie ma ŻADNEGO numeru telefonu, pod którym mogłabym zadzwonić, kiedy mam dziwną, pilną sytuację, albo najzwyczajniej w świecie chcę coś zareklamować. Przepraszam najmocniej, ale jak mam zgłosić reklamację przejazdu, jeśli nie mam takiej opcji w systemie? Szybki telefon z pytaniem zapobiegłby wielu nerwom. A tak – radź se sam człowieku.

I tak, doceniam kontakt ze strony Kacpra. Ale co mają powiedzieć inne osoby, które Kacpra nie znają?

2. Kim są kierowcy??? Temat rzeka. Kiedyś było naprawdę fajnie, mili, zwyczajni ludzie za kółkiem. Dziś to kryminaliści (hard to say po mojej ostatniej przygodzie – nie mam pojęcia kim był tamten kierowca, skoro przyjechała po niego kabaryna na sygnale)? Nie wiem. Po części to są też Ukraińcy, którzy zarabiają legalnie (bądź nie), 10 zł na godzinę. Z całym szacunkiem, ale to mi zakrawa na wyzysk. Szkoda mi zwyczajnie tych ludzi.

3. Kierowcy nie znają topografii miasta!

I jeżdżą tak, jak pokazuje im uberowska aplikacja, a aplikacja pokazuje trasy jak chce! Człowiek cały czas musi patrzeć jak jedzie, bo kierowca kompletnie nie wie gdzie co jest. A jak się zagapisz i pojedziesz nie tam gdzie chcesz, to…

4. Masz beznadziejny proces reklamacji

(Patrz punkt 1). A co więcej – Uber nie zaakceptuje Twojej reklamacji, jeśli trasa będzie dłuższa maksymalnie o 10%? od trasy, którą Ty wybierzesz, czy pokazujesz. Raz miałam taką sytuację – zamiast z KENu zjechać w Dolinę Służewiecką i jechać na Wilanów, kierowca pojechał dalej, do Wałbrzyskiej. Kiedy zapytałam go, dlaczego nie skręcił w prawo, powiedział mi bardzo niegrzecznym tonem, że tak mu kazała jechać aplikacja, co jest dziwny uzasadnieniem, a dla mnie zwyczajnym kłamstwem. I chociaż trasa nie była jakoś specjalnie naciągnięta, bo finalnie zapłaciłam kilka dodatkowych złotych, to jeśli mam takich kursów 10 – 20 miesięcznie to takie „pomyłki“ zaczynają się robić kosztowne. Uber odrzucił moją reklamację.

5. Wróćmy do kierowców. Jeżdżą jak szaleni!

Jeśli to obcokrajowcy, to jak mają znać miejscowe przepisy? Czy Uber nadal sprawdza ich prawo jazdy? (pytam, bo teoretycznie osoby karane też nie mogły jeździć Uberem, a teraz mam wątpliwości jak jest naprawdę). Nie raz ściskałam gorączkowo pasy, modląc się w duchu o to, aby tylko dojechać na miejsce. A na moje prośby: Panie wolniej, Mister, slow down, w odpowiedzi słyszałam: ja nie panimaju, albo – niech się Pani nie boi, byłem pilotem śmigłowca, umiem jeździć z zamkniętymi oczami.

6. Skody, wszędzie Skody

Zróbcie sobie test. Podjeżdża po Was Skoda? To na pewno kierowca z Ukrainy. A wiecie co? Ostatnio trafiłam na takiego, co znał trochę polskiego. Czego się dowiedziałam? Że oni tu, w Warszawie, są we 3 z kolegami. Śpią w jednym pokoju, jeżdżą na zmianę. Dla nich Uber to ciężka praca. Czy oni w ogóle są zatrudnieni leganie?

7. I last but not least. Kasa kasa kasa. Pomijam już wprowadzone dynamiczne ceny i to, że de facto włączając aplikację nigdy nie wiesz, czy akurat Uber nie podniósł stawki. Ale wyciąganie kasy widać prawie na każdym kroku. Ostatnio, kiedy kierowca nie chciał przyjechać pod wskazany adres, tylko zaparkował 300 metrów dalej i przez telefon kazał przyjść na miejsce, miałam ochotę anulować jazdę. Jednak żal mi było tych 10 złotych, którymi byłabym obciążona. Zmarzłam. Musiałam się pokłócić. Finalnie jechałam ze sfochowanym kierowcą…. Czy naprawdę tak to musi wyglądać?

Ja mówię dość. Przesiadam się na taksówki (mytaxi, itaxi) i car sharingu (4Mobility). Tam gdzie mogę i mam czas – jadę komunikacją miejską. Miało być pięknie, wyszło – nie wiem nawet jak to określić – źle? Ciekawa, lubiana przeze mnie usługa, zamieniła się w spory koszmarek.

Uberze, dzieje się źle.

Ikona wpisu.

Skomentuj

27 odpowiedzi na “7 powodów, przez które coraz mniej lubię Ubera”

  1. Jakub Jaworowicz napisał(a):

    Sam wpis jest całkiem fajny :) porusza istotne kwestie, zmiany… „zUej zmiany”, która miała być dobra (coś jak na wiejskiej ^^), ale…

    … kiedyś zamówiłem kurs – co gorsza telefon powiązany z kontem się rozładował, a więc kontakt z kierowcą żaden, zamawiam ubera nie wiedząc że tu jest zakaz – efekt? 10zl za zamówiony, a nie odbyty przejazd zakończony przez kierowcę, a nie aplikacje po jakimś tam czasie. Pojawiła mi się opcja przy płatności zgłoszenia braku zasadności naliczenia tych 10zl – otrzymałem odrazu informacje, że dodali je do konta (ale sprytnie ukryli możliwość wykorzystania – przed kolejnym przyjazdem trzeba zaznaczyć w płatności otrzymany voucher, a nie jest to domyślnie aktywowane).

    W Uberze korzystam z tzw „spam karty” czyli karty do usług, które nie powinny mieć dostęp do głównego konta bo są np. Subskrypcyjne lub nigdy nie ufam na 100% co do bezpieczeństwa. Uber ułatwia mi tutaj sprawę jak zapomnę przelać tam pieniądze to jeden przejazd mogę wziąć na „debet”, nie muszę szukać bankomatu lub nadrabiać trasy do najblizszego.

    Cennik faktycznie jest dziwny – miałoby tanio… i było. Mnożnik np. W sylwestra czy godzinach szczytu rozumiem i czasem bardziej się opłaca jechać ze stawka *1.6 mając pewność, że przyjedzie, a nie czekać na taksowke dłużej. W sylwestra w Poznaniu znajomi zamówili swoją taksowke w której mają kartę stałego klienta zamówiliśmy równo – oboje mieliśmy czekać 40 minut, Uber wychodził 20zl drożej… ale przyjechał.

  2. Michał napisał(a):

    Jeżdżę uberem bardzo okazjonalnie – może 10 razy w kwartale. Póki co bez większych problemów – ale z drugiej strony… bez rewelacji. Może miałem zbyt wysokie wymagania ale… Mogło by być lepiej

    • katarzynadworzynska napisał(a):

      Ja jeżdżę często to i historii mam dużo ;)

    • Marian Kierownik Zieliński napisał(a):

      Miał Pan wysokie wymagania za niską cenę? Jakie to typowe dla pseudoelit w PL.

      • Michał napisał(a):

        Oh czuje się już super zaszufladkowany jako pseudo-elita.

        Mój komentarz w żaden sposób nie nawiązywał do ceny a bardziej… społeczności i społeczeństwa jako takiego.

        Większość znanych mi taxówkarzy z którymi ostatnio jeździłem to straszne buraki i gbury – wyzywający na polityków, przeklinający jak szewcy.

        Uber kojarzył mi się bardziej ze środowiskiem pozytywnych ludzi – i w większości przypadków tak było. Z kilkoma wyjątkami. Liczyłem jednak na pewien… standard obsługi. Jakość ludzi, którzy jeżdżą.

  3. Piotr Olszański napisał(a):

    Skody ! Wszędzie Skody Fabie ! Nowe, stare, bez kołpaków ! Czerwień tego ustrojstwa aż biję po oczach ! Legalność ? Jaka legalność ! Legalna jest tylko aplikacja a cała reszta to jedna wielka pomyłka ! Zaświadczenia zastąpiono oświadczeniami i jeżdżić może każdy ! Umowa podpisywana z pośrednikiem a nie uberem a uber to nie firma transportowa i za nic nie odpowiada. Takie fakty. Aplikacja stworzona na wykoszenie legalnych przewoźników i zyskanie totalnego monopolu ! Wszystkim zwolennikom życzę, aby i ich stanowiska pracy dopadła uberyzacja !

    • katarzynadworzynska napisał(a):

      Piotr -> Zaświadczenia zastąpiono oświadczeniami i jeżdżić może każdy. Naprawdę??? uuuu

  4. Andrzej Wawrzyk napisał(a):

    Po pierwsze chciałem zaznaczyć, że kierowcy U jeżdżą zarobkowo NIELEGALNIE!!! Według mnie policjant powinien Panią również wylegitymować aby była pani swiadkiem w sprawie wykroczenia.

    • katarzynadworzynska napisał(a):

      Całe szczęście puścili mnie wolno, ale tak, przez chwilę miałam taką obawę, że i mnie zatrzymają.

  5. Piotr Olszański napisał(a):

    Kierowcy oświadczają, że są niekarani i że mają wszystkie niezbędne licencje i zezwolenia ! A jak jest w rzeczywistości, to można przekonać się przy kontrolach Policji czy Inspekcji Transportu Drogowego. Prawda jest brutalna a kierowcy nie mają nic po za umową z tzw. Spółdzielnią, która daje im alibi na zatrudnienie.

  6. Winiary napisał(a):

    Ten wpis to jakiś żart. Nie jestem fanem Ubera, od kiedy sami mnie oszukali wybieram (gdy mogę) Taxify, ale:
    1) Jak to nie zwrócono Ci opłaty 18zł? Jak to nie ma opcji reklamacji??? Wystarczy zaznaczyć w aplikacji wybrać „I would like a refund” w historii przejazdów, potem „I did not take this trip” i po 2-3 dniach dostajesz zwrot z przeprosinami
    2) Czas dojazdu w Uberze to zwykle do 5-6 minut. Skoro tak Ci się śpieszyło, to czemu nie anulowałaś i nie zamówiłaś nowego? W takim przypadku (problemy z Policją) naliczenia opłaty 10zł również są zwracane
    3) Jak to nie wiesz, czy Uber nie podniósł stawki? Przy wycenie od razu masz jak byk napisane, czy są dynamiczne, czy nie…
    4) Czemu nie anulowałaś kursu kierowcy, który nie dojechał pod dany adres i nie zamówiłaś nowego (5 minut), tylko na własne życzenie postanowiłaś marznąć, a potem psuć sobie humor w aucie?

    Sorry, ale to wszystko to stek jakiś zupełnie kupy nie trzymających się przemyśleń.

    Tak jak napisałem – zgadzam się, że Uber już nie jest fajny odkąd jeżdżą tam „zawodowo” ludzie po 12h zamiast „znajomych”. Zgadzam się, że zaniża stawki i nie można się z tego utrzymać. Zgadzam się że jest utrudniony kontakt (nawet nie tyle brak telefonu, co danych teleadresowych spółki, aby można było łatwo się z nimi sądzić), ALE robiąc wciąż ok. 10 kursów w miesiącu NIGDY nie miałem kłopotów z porozumieniem się z kierowcą i szybką jazdą. Albo masz pecha, albo wyolbrzymiasz.

    Powodzenia i życzę wytrwałości w płaceniu 2x w taxi i/lub dreptania do bazy 4mobility.

  7. Marian Kierownik Zieliński napisał(a):

    Czyli sprawdza się to, o czym mówili/pisali taksówkarze od samego początku. Wszystko o czym Pani napisała, było podawane na fp taxi. Tylko, kto chce słuchać taksówkarzy. Co oni mogą wiedzieć. A i jeszcze jedno. Kierowcy Ubera łamią prawo od samego początku. Pewnie Pani o tym słyszała, ale nie chciała przyjąć do wiadomości. I tak to chyba trwa do dziś. Jedyne co jest legalne w tej usłudze, to wydawanie zleceń przez apkę Ubera. Cała reszta to już łamanie prawa. Tylko co to takich ludzi jak Pani obchodzi? Ważne, że jest tanio. Części z kradzionych aut, też są tańsze.

  8. Uber Driver napisał(a):

    Wymagania… to mozna miec w kategorii Black albo Lux ale nie w najtanszym POP ani Select co Wy…?

  9. Uber Driver napisał(a):

    Nie mylcie wymogow Ubera z wymogami firm pośredniczących, ktorzy robia ten syf.

  10. Konrad Brodziniak napisał(a):

    Po prostu zamawiajcie MyTaxi tam pasażer musi potwierdzić przejazd w swojej aplikacji i nigdy nie obciążają z automatu bez akceptacji kwoty jak w Uberze.

  11. Uber Driver napisał(a):

    Jak ktos jedzie naprawde jak wariat to dajesz mu 1 i już to nigdy nie zobaczysz. Poza tym piszesz do Uberka z poziomu aplikacji ze jeździ jak wariat. Faktycznie to domena Ukraińców.

  12. Uber Driver napisał(a):

    Widzisz Vasili = anulujesz przejazd i juz.

  13. Uber Driver napisał(a):

    Zawsze można wybrać SELECT, a nie najtańszy POP. Cena czyni cuda ☺

  14. Ryszard Jakubowski napisał(a):

    Artykuł świadczy albo o bardzo powierzchownym potraktowaniu problemu albo – o brakach w warsztacie dziennikarskim autorki. Sorry, ale nie wierzą, żeby policjanci rozmawiali z zatrzymanym kierowcą w obecności osób postronnych! Konfabulacja? Po drugie – pani dziennikarka powinna wiedzieć, że istnieją przepisy ruchu drogowego ( a pokazuje że nie wie, albo że ma je w d…) . Przepisy wielokrotnie utrudniają lub uniemożliwiają oczekiwanie na pasażera w miejscu wyznaczonym przez pasażera. Zamawiając kurs z odbiorem w miejscu niedozwolonym z mocy przepisów pasażerowie ( w tym pani dziennikarka) CELOWO lub nieświadomie narażają kierowców na mandaty i punkty karne. Ja wolę stracić kurs niż wjechać pod zakaz ryzykując zapłacenie nawet kilkusetzłotowego mandatu i dopisanie kilku punktów karnych. NIE I JUŻ. Poza tym pani dziennikarka, nakłaniając kierowcę do złamania przepisów sama popełniła czyn karany – i… nie widzi w tym niczego złego. Wstyd i hańba!!!! Jeżeli mamy takich dziennikarzy, to trudno się dziwić, że ludzie coraz mniej czytają gazet, wyrzucają z domów telewizory itp..

    • katarzynadworzynska napisał(a):

      Panie Ryszardzie, spieszę uspokoić. Nie jestem dziennikarką, a blogerką. To raz. Dwa, że naprawdę żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia. A trzy – ja jestem osobą postronną, Pan kierowcą Ubera, co mogę wnioskować po tym zdaniu: „ja wolę stracić kurs”, więc logiczne, że broni Pan swojego „pracodawcy”. Rozumiem, że działalność gospodarczą Pan ma? Pozdrawiam serdecznie i życzę Panu samych miłych i bezproblemowych pasażerów. Miłego dnia!

    • Uczesana Jadwiga napisał(a):

      Panie Ryszardzie, żadna dziennikarka/blogerka/pasażerka nie ma obowiązku znać przepisów odnośnie zakazu postoju i temu podobnych. Jakby znała, to by miała prawo jazdy i sama by sobie pojechała – bez łaski. Taki obowiązek ma jedynie osoba uprawniona do kierowania pojazdem, a pasażerka/blogerka/dziennikarka musi znać przepisy jedynie odnośnie pieszych. To, kiedy tramwaj ma pierwszeństwo, albo gdzie ruch jest jednostronny, to nie jest pani blogerki/pasażerki problem, a jeśli jest, to zgodnie z prawem wolnego rynku powinna pobierać od kierowcy opłatę za konsultację prawną. Jeśli samochód nie może w danym miejscu oczekiwać, to albo aplikacja, albo kierowca powinien poinformować klientkę o zmianie miejsca oczekiwania. Wiem, bo byłam przez kilka lat kierownikiem działu reklamacji w jednej z większych warszawskich korporacji i wiem jak się to odbywało. Niedopuszczalne jest również obciążenie Klienta za niewykonany przejazd, bo kierowca został zatrzymany przez Policję. To jest zwyczajna kradzież i to, czy pieniądze można odzyskać na drodze reklamacji, czy nie – nie ma nic do rzeczy. Ponadto Policja, póki nie wiedziała, że kierowca para się nielegalnym przewozem, nie wiedziała, że panie są płatnymi pasażerkami, mogły to być koleżanki, na które czekał, żeby razem udać się do kina. W takich przypadkach Policja nie wyprasza rodziny/znajomych z samochodu – wiem, bo całe życie jestem pasażerką, bardzo długo już i nigdy mnie policja przy żadnej kontroli z samochodu nie wypraszała, ani nie indagowała kimże jestem.
      Ergo, jeśli kierowca okazał się przestępcą (niewłaściwe parkowanie, praca bez wymaganych zezwoleń i kasy fiskalnej, oraz kradzież – obciążenie postronnej osoby za kurs na policję) to nadal nie jest to odpowiedzialność blogerki/pasażerki/dziennikarki.
      (Sytuacja, kiedy całkiem inny kierowca zatrzymał się w całkiem innym miejscu, niż wskazała klientka, być może z powodu zakazu zatrzymywania się pod wskazanym adresem, o czym kierowca powiadomił Klientkę – jest sytuacją najzupełniej prawidłową i pani blogerka/pasażerka nie powinna się z kierowcą sprzeczać, bo nawet gdyby zechciała pokryć koszt mandatu, to co zrobić z punktami?)
      I jeszcze jedna kwestia – reklamacje. Ktoś w komentarzach odpowiedział, że jeśli nie odpowiada nam sposób wykonania usługi, możemy dać minimalną ocenę. Mam nadzieję, że minimalna ocena będzie wystarczającym pocieszeniem dla tych pasażerów Ubera, którzy zostaną poszkodowani na większą sumę pieniędzy, może wyzywani lub pobici, a może nawet ulegną wypadkowi – wypadki chodzą po ludziach i nie ma powodu przypuszczać, że nie dotyczą kierowców ubera. Zatem ze złamanym kręgosłupem, albo urwanym palcem, będą mogli owi pasażerowie procesować się cywilnie z kierowcą, albo dać ocenę minimalną (a jeśli w wyniku wypadku zszedł, to na nagrobku można namalować smutną buźkę – na przykład), co wszystko powinno załatwić, bo niestety OC tegoż samochodu w tym przypadku nie pomoże.

      Prawdę mówiąc, nie widzę nic nowatorskiego w Uberze, jest to kolejny nielegalny przewóz, a osoby korzystające z tego rodzaju komunikacji uważam za pozbawione wyobraźni – za pozwoleniem. Oczywiście, czarne owce zdarzają się wszędzie, nikt nie twierdzi, że każdy taksówkarz jest kryształem chodzącym, jednak musi przejść i badania psychologiczne, musi być kierowcą zawodowym, nie może być karany, musi znać topografię, musi mieć specyficzne badania techniczne samochodu i specyficzne OC. W Uberze możemy trafić i na takiego zapewne – z kompletem badań i wspaniałą znajomością miasta, ale na miejscowego Teda Bundy’ego w pięknym samochodzie bez klamek i hamulców też możemy trafić – jeśli tak, minimalna ocena i już!

      Zachodzi jednak pytanie, czemu ten kryształowo uczciwy przypadkowy kierowca nie dorabia sobie jako taksówkarz… legalnie?
      A jeśli przy tym doliczyć te wszystkie „koszty” – za anulowanie zlecenia, czy nieodbyty przejazd, czy faktycznie jest taniej niż taksówką?

      I przy okazji refleksja dotycząca tego co napisał „uberdriver” – „Wymagania… to mozna miec w kategorii Black albo Lux ale nie w najtanszym POP ani Select co Wy…”.

      Otóż w mojej opinii wymagania można mieć zawsze wobec uczciwego usługodawcy, a u krętacza nigdy, niezależnie od tego czy będzie to lux, czy torpeda, czy coś jeszcze innego, równie fikuśnego.

      Bardzo się cieszę, że trafiłam na Pani blog, Pani Katarzyno – bardzo miło się czyta, co Pani pisze.
      Pozdrawiam Wszystkich czytających i piszących.

  15. Rafał Firley napisał(a):

    Wisła, barka, spotkanie z dziennikarzami ? Dobrze ze przynajmniej nieliczni się przyznają ;) Juz dawno pisano o Uberyzacji rynku i jakie bedą tego skutki. Szkoda że tylko nieliczni dziennikarze są dalekowzroczni. Uber to tylko wielka machina do zarabiania pieniedzy, najmnie dostają z tego kierowcy. A jak to w zyciu bywa, cena przeklada sie na jakosc uslug.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj także

Mobile 22 - 03 - 2013

Halo branżo mobile? Jesteś tam?


Shares: 0
Mobile 5 - 11 - 2014

Raport „Organizacja w otoczeniu mobilnym”- już do pobrania


Shares: 0
Event 20 - 04 - 2015

I Kongres mobilny za nami. Jak było?


Shares: 0
Mobile 7 - 01 - 2013

Mobilne płatności w Biedronce – jak nie zmarnować szansy na sukces rynkowy


Shares: 0
Udostępnień