Newsletter

Zapisz się

Mobile World Congress. Dzień 2. Mobilna rozrywka, inteligentne auta i smart wersalka na twarzy

01 wejscie

Drugi dzień zapowiada się spokojnie. Strajk kolejarzy przycichł, w środkach komunikacji miejskiej nie ma tłoku, niestety korki jak zwykle. W autobusie dotarło do mnie, że wszyscy naokoło mają jakieś gigantyczne telefony. Nie, to tablety. Ale oni do nich mówią. To co to jest? Phablet? Tfu – ale brzydko to brzmi. Myślałem przez chwilę, że to ja się zmniejszyłem.

02 duzyfon

Dotarcie na miejsce zajmuje dzisiaj godzinę. Dobrze, że wstałem wcześniej. Trochę się spóźniłem. Lecąc na seminaria zahaczyłem o stację Fitbita – mogę się schować z moimi 38 tysiącami kroków. Byłem 10-ty. Najlepsi mieli wyrobione w poniedziałek prawie 60 tys. kroków. Nie wierze. Albo ktoś ma większe ADHD niż ja, albo założył opaskę jakiemuś psu i puścił go na miasto. Przejść 50 km? Chyba odpuszczę (#pierwszykryzys)..

Pierwsze seminarium to The future of mobile entertainment. Niepotrzebnie tak leciałem. Przecież to Hiszpania. Start się opóźnił o 40 minut. Ciekawe rozważania na temat tego jak zmienia się rynek rozrywki. Najpierw zamieszał Internet. Pojawił się powszechny dostęp do kontentu – często nielegalnie i za darmo. Skończyła się era wypożyczalni wideo. Teraz rozrywka to chmura – nie istnieje fizycznie. Urządzenia mobilne nasilają to zjawisko, bo teraz jest dostępna zawsze i wszędzie.

Zasadniczo telefon nie jest idealnym narzędziem rozrywki – ma mały ekran, słabszy dźwięk w porównaniu z dużymi urządzeniami. Te bariery są stopniowo pokonywane. ALE – telefon daje unikalne możliwości – ma kamerę, akcelerometr, pozwala wykorzystywać technologię augmented reality. Do tego jest lokalizowany dzięki funkcji GPS. To daje naprawdę ciekawe możliwości.

03 dolby

Uczestnicy panelu dyskusyjnego są zgodni. Kontent jest obiecującą perspektywą dla operatorów. To właśnie dzięki wideo, muzyce, grom itp. mają szansę zmienić źródło przychodów i przeżyć. Jest tylko jedna ważna sprawa – technologia. I to jak kontent współgra z technologią. Nie może być tak, że coś działa na jednym urządzeniu a na innym nie. Konsumenta to nie obchodzi. On chce konsumować – oglądać filmy, seriale, słuchać muzyki, grać w gry. Ludzie będą w stanie zapłacić za dodatkowe usługi ale muszą mieć pewność, że to będzie dostępne, łatwe i wygodne.

Dużo mówi się o dźwięku – tym jakie ma znaczenie i jak jest jeszcze niedoceniany przez producentów. No nie wiem. Nie jestem audiofilem, wydaje mi się, że to już jakieś branżowe zboczenie ludzi z Dolby, który jest gospodarzem seminarium. Nie oszukujmy się. Nie ma sensu wciskać do telefonu kamery 40 megapikseli – bo po co? Kto z tego skorzysta? Tak samo nigdy w telefonie nie będziemy mieli Dolby surround i subwoofera. To tylko telefon. Nie zamienimy na niego innych urządzeń – kina domowego, wzmacniacza, głośników i innych. On ma nam służyć wtedy kiedy nie mamy przy sobie tych urządzeń.

Warto myśleć o telefonie nie jako o urządzeniu, które kanibalizuje inne – telewizor czy komputer. Przynajmniej nie jako całość, w szerszym ujęciu. Częściowo, tak – u nas to już widać – to co się da zrobić, obejrzeć przeczytać, odsłuchać w biegu (bez dostępu do komputera/ telewizora) – newsy, plotki itd. ludzie będą robić na telefonie. Serwisy newsowe, rozrywkowe – szykujcie się na mobile, na komputerze faktycznie będzie wam ciężko. Ale nie wierzę, że wszystko przeniesie się na telefon. Jeszcze nie teraz.

04 dolby2

W taki sposób patrzmy na telefony i na usługi, które możemy zapewnić. Rozrywka – to jedno. Pozostają jeszcze informacje. Edukacja – to jest dobry temat. Owszem, trochę głupiejemy od nadmiaru drobno mielonej papki telewizyjno-internetowej, ale nadal dużo ludzi chce się czegoś uczyć. Operatorzy – patrzcie na takie Duolingo. Jest za darmo. Daje wartość! Wkręca. Jeżeli teraz kazaliby mi płacić za używanie – płaciłbym. Ludzie chcą płacić, chcą wydawać pieniądze – ale nie na byle co. Jeżeli ktoś lubi House of Cards i może obejrzeć nową serię równie szybko jak z torrentów, w dobrej jakości – zapłaci za to. Jeżeli ktoś chce się uczyć chińskiego – zapłaci za to. Jeżeli ktoś potrzebuje dostępu do muzyki – zapłaci. WARTOŚĆ – to się liczy. Użyteczność, użyteczność, użyteczność! Zachęcić, złapać, utrzymać – dawać wartość.

Zmieniam sale i lecę na panel poświęcony inteligentnym autom organizowany przez Car Connectivity Consortium. Przechodząc przez część targową (te odległości!) mój wzrok przykuwa coś… w co po prostu nie mogę uwierzyć. Okulary – a raczej ich gigantyczna kopia – mające być konkurencją dla Google Glass.

05 epson

To może najpierw opowiem o moim stosunku do Google Glass. Uważam, że to urządzenie jest niepotrzebne, nienaturalne, dziwne i zwyczajnie – zbędne. Nie, nie, nie. Widziałem. Oglądałem. Nie założę. I nie pozwolę tego na siebie założyć. Nikt nigdy na trzeźwo nie wciśnie mi tego na nos. Nie wierzę w to urządzenie i uważam, że wyginie jak dinozaury, z tą różnicą, że nie pozostawi po sobie najmniejszego śladu. Jak pagery operując przykładami bliższymi branży. Zastąpią je – soczewki kontaktowe z wbudowanymi procesorami. Nie będzie ich widać, będą wygodniejsze i bardziej dyskretne. Pomijając wszystko inne – człowiek w tym zwyczajnie nienaturalnie wygląda. Na targach spotkałem paru glassholes, z tym czymś na nosie i za każdym razem pytam się – po co ktoś to nosi? Co to daje? Nic. To nawet nie jest lans. Badania pokazały, ze ludzie temu nie ufają i nawet boją się osób, które to noszą.

Tak więc EPSON – stworzył to to. Moverio BT-200. Brzmi jak nazwa jakiegoś gazu bojowego.

06 epson2

Coś co jest większe, brzydsze i jeszcze mniej użyteczne. Ktoś kiedyś powiedział o Google Glass „To jak Segway dla twarzy”. Okulary EPSONA to coś więcej – to wersalka na twarzy. Tak samo ciężkie, niewygodne i użyteczne. A chodząc w tym można się zabić, bo w szkłach są wyświetlacze. A w kieszeni trzeba jeszcze nosić okablowany panel dotykowy wielkości cegłówki. No wygląda po prostu jak z jakiegoś filmu z lat ’80.

Cóż. Ja po prostu nie jestem fanem inteligentnych okularów. To nie produkt dla mnie. Co to daje? No nie wiem, chyba nie więcej niż dobry smartfon. Nadal nie dowierzam. Na wszelki wypadek pytam czy to nie żart. W sumie byłby niezły – jak z ukrytej kamery. Pani ze śmiertelną powagą mówi, że to najprawdziwszy produkt. Niedługo wchodzi do sprzedaży. Nadal nie wierzę.

O Car Connectivity Consortium pisałem już w zeszłym roku. To organizacja pracująca nad standardem tzw. connected cars. Takim standardem jest MirrorLink. Ciekawa sprawa. Miło posłuchać o tym, co będą robić samochody. Jednym z partnerów CCC jest polski Comarch. Na jednej z prelekcji Mariusz Lasek, z krakowskiej firmy, opowiadał o zaletach standardu Mirrorlink. Mówił o personalizowanych usługach jak np. ubezpieczenia – w zależności od rzeczywistego korzystania z samochodu (monitorowanego przez inteligentny samochód), czy myjnie – dzięki czujnikom samochód sam nam powie kiedy potrzebujemy mycia. Kupuje to.

07 comarch

Ciekawa była prezentacja Eugene Tsyrklevicha z Parkopedia. Roztaczał wizję parkingowej utopii – inteligentny system mówi nam gdzie mamy wolne miejsce parkingowe, ile za nie zapłacimy, czy będzie jeszcze dostępne zanim do niego dotrzemy. Brzmi nieźle. Eugene jest z San Francisco – już wiem skąd motywacja do stworzenia takiego „parkingowego” biznesu. Kto był w SF ten zrozumie ;)

Bardzo spodobała mi się jeszcze jedna aplikacja, o której istnieniu nie miałem zielonego pojęcia. Glympse – to aplikacja pozwalająca ludziom szybko i wygodnie dać znać drugiej osobie gdzie są i za ile dojadą. Bez konieczności dzwonienia czy pisania smsów. Wystarczy kliknąć 3 razy: 1. otwierasz aplikację, 2. wybierasz osobę, 3. wysyłasz – banalne. Działa to tak, że umożliwiasz komuś śledzenie się przez określony czas – można wybrać przedział – max 4 godziny. Wybrana osoba dostaje SMS z linkiem, klika i wchodzi na stronę, gdzie na mapce pojawia się nasza lokalizacja, ruch oraz przybliżony czas dotarcia do celu. Dobre! Brzmi szczególnie obiecująco w odniesieniu do niektórych usług – np. sprawdzania gdzie jest dostawca pizzy czy kurier. Na razie coś podobnego widziałem tylko w aplikacji iTaxi. Można tam w czasie rzeczywistym zobaczyć gdzie jest nasza taksówka i za ile przyjedzie.

08 glympse

Na koniec bloku ciekawostka – Coyote – czyli francuski Yanosik. Brzmi znajomo, zupełnie jakbym słuchał prezentacji właśnie Yanosika. Śmiem jednak twierdzić, że Francuzi mało wiedzą na temat współpracy na drodze i wymiany informacji nt. radarów i innych „przeszkód”. U nich nie ma CB radio i nikt nie miga światłami. Yanosik na pewno lepszy :) Podoba mi się perspektywa posiadania takiego systemu zintegrowanego z samochodem.

09 mirrorlink

Bardzo ciekawa część. Zdecydowanie przemawia do mnie idea inteligentnych samochodów, które rozumieją nas lepiej i dostosowują się do naszych przyzwyczajeń. Pomagają nam, sprawiają, że podróż staje się łatwiejsza i przyjemniejsza. Bardziej intuicyjna. Jest, niestety, druga strona medalu – dokładne informacje na nasz temat mogą wpaść w niepowołane ręce. Niepowołane – mam tu na myśli władze. No bo skoro samochody będą miały coś w rodzaju czarnych skrzynek, dlaczego tych danych nie wykorzystać i np. sprawdzać prędkość z jaką auto poruszało się pod drogach. A potem mandacik. Permanentna inwigilacja. Nie, tego nie chcę. Zobaczymy jak wyjdzie.

Na koniec, po panelach, odwiedzam część targową AppPlanet. Przechodzę przez część targową. Jedno stoisko spodobało mi się szczególnie. Cisza i spokój :)

10 spiochy

Nie wiem nawet co sprzedawali, ale chyba średnio im to idzie. A może po prostu zmęczeni po długim locie. A może po prostu poobiednia siesta. W końcu to Hiszpania. Już prawie 17:00.

Miła niespodzianka. W tłumie dostrzegam znajome twarze. Marek Naruszewicz i Elizą Durnakowską z Mobisky. Korzystamy z wolnej chwili aby pogadać. Marek i Eliza opowiadają o swojej sieci. To naprawdę ciekawy case. Sukces. Szacun – to pierwsza w Polsce mobilna sieć reklamowa oparta na własnym inventory (aplikacje mobilne). Jak się okazuje, stworzona ciężką pracą, bez żadnych zewnętrznych inwestorów, kredytów itd. Imponujące. Trzymam kciuki. Wiem, że u nas niełatwo prowadzić biznes. Jak im się udaje? Maja naprawdę ciekawe narzędzia! Nie będzie lokowania produktu, jeżeli Was interesujcie wyguglujcie ich i sami zapytajcie. Focia z ręki, bez pomocy chińskiego gadżetu. Widać różnice, he?

11 mobisky

Kierując się powoli do wyjścia zwiedzam stoiska. Po oczach szczególnie bije jedno. Japońskie. Gadżety do smartfonów i tabletów. Kolorowe głośniki w kształcie kotów, słoni i innych dziwnych stworzeń, bezprzewodowe słuchawki o najlepszej jakości dźwięku (japońskie – więc wierzę). Na tym samym stoisku w zeszłym roku jeden Pan podarował mi pancerną folie na iPhone’a (testował ją waląc młotkiem w ekran zabezpieczony ową folią), a drugi obdarował mnie kolorową obudową na telefon. Tym razem nic nie dostałem, ale zobaczyłem coś, co mnie rozczuliło. Kolorowe ochraniacze na iPady do kuchni. Z podstawką. Po co? Wsadzasz w to iPada, stawiasz na blacie w kuchni, odpalasz przepisy i możesz robić co tylko sobie wymarzysz. Nic się nie pobrudzi. Można klikać i przesuwać nawet brudnymi palcami. Jako kucharz amator – lubię i kupię.

12 ipad kuchnia

Idąc dalej spostrzegam coś, co mnie uspokaja i pozwala mi zdementować straszną plotkę, która krążyła gdzieś po sieci… Kolejka. Każdy spokojnie czeka na swoją kolej. Aaaaa… też sobie pogram.

13 flappybirds

Flappybirds żyje. I ma się dobrze ;)

Co za dzień. Czas na odpoczynek. Albo nie. Jeszcze nocne zwiedzanie. Miasto jest prześliczne za dnia – jego kolory przypominają te z iOS 7 – czerwony, zielony, żółty, niebieski. Wszystko mocno nasycone, wręcz walące po oczach. Wieczorem jest mniej kolorowo ale równie magicznie. Nie wiem co to, ale działa. Dzisiaj spacer do Barcelonetty. Plaża. Deptak. Falochron. Mówią, że po ciemaku niebezpiecznie, że napadną. Okradną. Ryzykuję. Mam chyba szczęście. Rabusiów nie ma. Grupki ludzi na plaży i przy deptaku wydają się niegroźne. Pora niewczesna. Siedzą, piją, śmieją się. Naokoło unosi się charakterystyczny zapach. Ale to nie papierosy… Dosłownie wszędzie. W końcu to Hiszpania…

14 Barcelonetta

Chwila dla siebie. Smażone kalmary. Zimne piwo. Plaża. Na książkę zbyt ciemno, więc nadrabiam zaległości w Duolingo. Pada bateria, wiec potem już tylko ja i prawie bezchmurne nocne niebo (no… i jest jeszcze piwo). Jest dobrze. Udaje się złapać chwilę wytchnienia po męczącym weekendzie i aktywnych dwóch dniach. Oczywiście zdjęcia alkoholu w miejscu publicznym nie będzie :) Do jutra!

8Piotr Adamczyk, Mobile & Emerging Platforms Manager, MEC Interaction. W reklamie internetowej pracuje od 2006 roku. Pierwsze kroki stawiał w domu mediowym OMD, następnie pracował w sieci reklamowej ARBO i domu mediowym Infinity Media. Z MEC Interaction związany od 6 lat. Pracował dla takich Klientów jak Nestle Polska, Hortex, Orange, Mercedes, Nivea, Citi, Kompania Piwowarska, H&M. Od 3 lat kieruje komórką odpowiedzialną za wykorzystanie narzędzi mobile marketingu w komunikacji. Jako pierwsza osoba w Polsce zdobył tytuł Mobile Certified Marketer przyznawany przez Mobile Marketing Association. Prywatnie biegacz, miłośnik jedzenia i podróży.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj także

Event 6 - 09 - 2013

Kampania wrześniowa, czyli konferencje na które warto się wybrać w tym miesiącu


Shares: 0
Event 5 - 03 - 2014

CeBIT – komu wejściówkę?


Shares: 0
Mobile 23 - 06 - 2015

Twoi użytkownicy cierpią na appnesię? Jest na to prosty sposób: notyfikacje push.


Shares: 0
Mobile 13 - 03 - 2014

O czym (i jak!) się rozmawia w telekomunikacji, czyli pojęcia nieznane dla osób spoza branży.


Shares: 0
Udostępnień