Newsletter

Zapisz się

Mobile World Congress. Dzień 3. Dzień, w którym się czegoś nauczyłem…

Dzisiejszy dzień spędzam głównie na seminariach. Czyli siedzenie. Mało chodzenia. Nie będzie kroków w Fitbit challenge. Pierwsi robią po 50 km dziennie. Chyba się dogadali z tutejszymi listonoszami. Hala targowa jest ogromna, ale nie wierzę, że da się tyle zrobić w ciągu dnia. Do tego w laczkach… chyba, że to Amerykanie – oni mają sportowe buty do garniturów :) Zawziąłbym się i to nawet pobił. Chodzenie po Barcy jest miłe. Ale odpuszczam zabawę. Trzeba wiedzieć kiedy odpuścić. Liczenie kroków Fitbitem mnie w ogóle nie bawi. Nie wkręciłem się w wearable devices.

01 hala

Przed samym seminarum postanowiłem przejść się przez całą długość Fira Gran Via, gdzie odbywa się kongres. 2 tysiące kroków. Jeden kilometr od jednego końca do drugiego. Widok na każdą z dziewięciu hal targowych – imponujący.

Na pierwszy ogień idzie seminarium poświęcone zautomatyzowanemu marketingowi w mobile. O co chodzi? O to, żeby sprzedaż i zakup powierzchni odbywały się automatycznie. Bez udziału człowieka. Bo przecież człowiek to słabe ogniwo… Tylko automat, który organizuje aukcję. Oferta sprzedaży, oferta kupna. Pasuje. Sprzedane! Wszystko w milisekundach. Taki model trochę Google’owy. Wszystko robi się samo. RTB – trzy litery, które każdego mediaplanera powinny przyprawiać o ból głowy? Szczególnie po tym co stało się z NK, gdzie dział reklamy przestał istnieć. Wszystko się sprzedaje w RTB. Zastąpią nas maszyny? Nie sądzę. Ale o tym dalej.

Seminarium organizowane przez firmę Rubicon Project. Mają największą na świecie platformę automated marketing. Zaproszeni goście opowiadają o zaletach zautomatyzowanej sprzedaży i zakupu powierzchni reklamowej. Przede wszystkim. Ciekawe dane – jakie KPI (dla niewtajemniczonych w żargon branżowy Key Performance Indicators) zazwyczaj przyjmują klienci? 26% – zasięg! W Mobile – to ciekawe. Potwierdza tezę, że to medium jak najbardziej można wykorzystywać do dobudowania zasięgu np. Internetu, co nie dla wszystkich jest takie oczywiste. 69% CPI/CPA/CTR czyli – powiedzmy – standardowe dla mobile. Wszystko super – tanio, szybko, moje ulubione słowo – seamless – w zasadzie nie do przetłumaczenia na polski. Nie ma sensu referować całego seminarium, ale zmusiło mnie do refleksji i podzielenia się moimi przemyśleniami – o to chyba w blogowaniu chodzi? :)

02 rubicon

Co do samego zautomatyzowanego zakupu/sprzedaży. Nie kupuje tego. Bynajmniej nie dlatego, że reprezentuje agencję. Tu nie chodzi o to, że RTB nas wysadzi z siodła, że zostaniemy bez pracy. Nie na tym nasza praca polega. Przecież agencje to nie brokerzy. To wartość dodana. To wiedza. To doświadczenie.

Ok, dlaczego jestem na nie. Pierwsza sprawa – czynnik ludzki. Nie wierzę, że maszyna jest w stanie zrobić coś lepiej niż człowiek. OK. Komputer działa szybciej. Człowiek myśli i czuje. Nie ma to znaczenia? Kasa? Oszczędności. Każdy marketer i planer próbował na pewno kiedyś coś załatwić z wydawcą. Każdy. Bez wyjątku. Przesunąć emisję, przebukować, przesłać kreacje po terminie, dogadać się, rozwiązać razem z wydawcą problem, który nagle wyskoczył w ostatniej chwili. Takie rzeczy się po prostu dzieją. Nie są to wyjątki. Zawsze coś. Przypominacie sobie taką sytuacje? OK. To teraz porównajcie jak byście sobie coś takiego załatwili z komputerem. Pogadajcie sobie z interfejsem Google Adwords. Co się da załatwić? Kliknąć w przycisk pomoc i przeczytać „Czy ta informacja była pomocna?”. Talk to the hand. A z człowiekiem się dogadacie. Zależy od accounta – jedni są nieugięci inni do rany przyłóż. Każdy wie, że warto rozmawiać i się dogadać. Maszyna tylko zestawia oferty kupna/sprzedaży.

03 isze

A propo kasy i oszczędności. Komu to się opłaca? Już tłumaczę. Automatyzacja oznacza demokrację i równość. Taka IKEA. Czy kupujesz hot doga za złotówkę, czy kuchnie za 12 tysięcy – jesteś traktowany tak samo. Wszyscy są równi. W RTB też – wydajesz 2 mln czy 150 zł,  dla komputera jesteś tylko numerem. Z nim się nie dogadasz. Nie licz na elastyczność, na zrozumienie, na rabaty, na dodatkowe emisje, na specjalne traktowanie. Nie zdążyłeś. Pechunio (chociaż to też kiedyś usłyszałem od wydawcy – dzięki Darecki – pamiętam do dziś ;) ). A z człowiekiem? Z człowiekiem załatwisz wszystko. Ja po prostu wierzę w ludzi. Mimo wszystko. Nadal uważasz, ze na RTB można tylko zyskać? Nadal chcesz kupować w RTB? Matrix?

Przed kolejnym seminarium postanawiam sprawdzić co tam słychać w świecie Augmented Reality. Zaczynam od stoiska Qualcomm. Vuforia. To to samo co rok temu. Ich stoisko nie zmieniło się nic a nic. Pytam czy mają coś nowego w porównaniu z poprzednim rokiem. Pan pokazuje mi nowe case’y. klocki LEGO. Fajne, ale…

04 qualcomm

Nie wiem, może spodziewałem się nie-wiadomo-czego. Idę dalej. Stoisko Metaio. To ci od aplikacji Junaio. Firma z Monachium. Blond Pani na stoisku. Włosy spięte w kucyk, czarne, skórzane spodnie, koszula zapięta na ostatni guzik. Jakiś taki strach przed zagajeniem. Nie dziwne. Jeszcze ten niemiecki akcent… Będzie bić czy nie? Opowiada o Junaio. Mam wrażenie, że chyba nie różni się niczym, do Layara, Aurasmy i innych. Tylko jest popularniejsze w Niemczech. Na koniec Pani daje wizytówkę. Przed jej imieniem w oczy bije „Dr”. Oni tak lubią. Pewnie stąd ten dystans. Ja tylko mgr. I to bez wzmianki na wizytówce…

05 metaio

Na koniec umówione wcześniej spotkanie z Richardem Biggsem z BlippAR. Ale się porobiło! To Richard napisał do mnie z propozycją spotkania. Przypominam sobie czasy kiedy 2 lata temu to ja dzwoniłem i pisałem do BlippAR prosząc i pytając kiedy będzie coś można w końcu zrobić w Polsce. Richard to przemiły gość. Nietypowa prezentacja. Na szybko. W barze. Bez laptopa. Tylko wydrukowane slajdy. No i augmented reality. Dobra wiadomość. BlippAR chce być w Polsce. Co więcej, ma ku temu poważne przesłanki. Nareszcie wersja na Androida działa idealnie. Więcej. Jest wersja na Windows Phone. Nic tylko robić. My tu gadu gadu, a tym czasem szef Richarda, prezentuje na sesji Keynote aplikację BlippAR na Google Glass. Brzmi super! Gdyby nie fakt, że to Google Glass, które niedługo wymrze.

06 blippar 

Richard przemyca mnie do strefy VIP, do której zwykły śmiertelnik nie ma szans się dostać i „wkręca” na prezentację BlippAR. Parę zdjęć i uciekam na seminarium.

Trafiam na świetną prezentacja badania etnograficznego przeprowadzonego przez IAB UK. #omniscreening. Ciekawy sposób przeprowadzenia samego badania. Digital etnography. Uczestnicy chodzili z kamerą umieszczoną na klatce piersiowej (tzw. fisheye camera – taka jaką noszą reporterzy incognito w  programach typu Uwaga! TVN) – tak, aby w badaniu było widać ich zachowanie z perspektywy pierwszej osoby.

Zaczyna się niewinnie. Standardowo. Najpierw część ilościowa. Multiscreening. 66% z nas nie jest już wstanie skupić się na samej telewizji. 25% korzysta w tym czasie także ze smartfona, 20% z laptopa, 11% z tabletu. Multiscreening jest już passe. Teraz jest #omniscreening. Ten hashtag to nie moja maniera. Tak nazwali to zjawisko autorzy badania. Co to jest? To permanentny multiscreening. Bez przerwy. Po prostu, jeden ekran nam już nie wystarcza.

Showrooming. Ciekawe dane. 53% badanych idzie do sklepu, ogląda produkt, następnie kupuje go on-line. Ale uwaga! To działa także w drugą stronę. 42% szuka produktów w Internecie a następnie kupuje je w sklepach. Jest jeszcze combo dwóch powyższych opcji. 66% badanych ogląda produkty w sieci, idzie do sklepu obejrzeć produkt, następnie wraca i kupuje go on-line. Takie życie.

07 iab

Zaczyna się część jakościowa. The self and the smartphone. Jeden slajd. 33 słowa. Wrzucam w oryginale: Smartphones are repositories of the self in that they store our memories, our autobiographies, they contain a paper trail of the self in the form of texts, images, searches, wishlists, and secrets. Kurcze! Czy cokolwiek z tego zostaje w nas samych!?

Od tego momentu prezentacja to prawdziwe katharsis. Przynajmniej dla mnie. Każdy kolejny slajd to następny plaskacz na twarz. Nie wierzę w to, co widzę. Nie potrafimy już nie robić niczego. Po prostu siedzieć i „nicnierobić”. 52% z nas woli sprawdzić smartfona. 37% robi to kiedy tylko dyskusja ze znajomymi urwie się choć na chwilę. Smutne. Filmy. Wszędzie widać ludzi siedzących niby razem, ale każdy z nosem w swoim telefonie. Co się zmieniło? Co robimy nie tak? Dokumentujemy życie zamiast je przeżywać. I co z tego mamy? Pocieszam się, że to pewnie tylko na Wyspach. Czyżby? Czy zdarzyło Ci się kiedyś siedzieć naprzeciwko bliskiej osoby, a ona skupiona była na swoim telefonie. A może to Ty jesteś taką osobą? Jedno i drugie niszczy. Mi się zdarzało. Postanowienie. Od dzisiaj koniec z telefonem podczas wspólnych posiłków, wspólnych chwil. Przede wszystkim przeżywanie. Potem dokumentowanie.

Kilkadziesiąt bezcennych minut. Nie tyle nawet z zawodowej co czysto ludzkiej perspektywy. Na Sali absolutna cisza. Nikt nie wstawał po kawę. Nikt nie jadł pączków. Wszyscy siedzieli i słuchali. Trawili? Magia. Oczyszczająca cisza. Potem brawa. Na początku pomyślałem, że dobrze by było gdyby IAB Polska zrobiło takie badanie. Chyba jednak boję się tego co pokażą wyniki.

Zbieram to co ze mnie zostało i wracam do hotelu. Już 17:00. Na dzisiaj starczy. Dużo do przemyślenia. Chcę usiąść i ponicnierobić. Pomyśleć o tym czego się dzisiaj dowiedziałem. O nas i o sobie samym. Hotel? Nieee. Chwila namysłu. Parc Guell. Tak. Tam. Po drodze nie dotykam telefonu ani razu. Facebook? Mail? Niech sobie brzęczy. Mam czas dla siebie. No to może muzyka? Nie. Zamiast tego posłucham Barcelony. Miejskiego zgiełku. Par droczących się w metrze. Emerytów grających w warcaby na ławce przy ulicy. W końcu rozumiem coraz więcej. Albo tak mi się wydaje. W końcu docieram na miejsce. Jest 18:00. Wejście już za darmo. Nie ma ludzi. W Parc Guell to niespotykane.

08 parcguell

Piękny widok na cała Barcelonę. Magia. Zachód słońca. Można tak siedzieć i siedzieć. No to siedzę. W końcu wyciągam telefon. Złamałem się. Będzie Instagram… Nie. To nie dla mnie. To dla tych, których tu nie ma. Chcę się podzielić tym pięknem z innymi. Nie mogę go trzymać dla siebie. To nie fair. Wrzucam zdjęcie. Daję to piękno chwili innym. Nie będę sprawdzał kto lubi. Kto komentuje. Odpisywał. Chowam telefon do kieszeni. Na dzisiaj wystarczy. Ten wieczór jest dla mnie. Jestem off-line. Nie będę słuchał muzyki. Posłucham ludzi. Nie będę fotografował jedzenia. Zjem je. Dzisiaj słowa, obrazy, życzenia i sekrety zapiszę sobie w głowie. Nie w telefonie. Dzisiaj przeżywam, nie dokumentuje. Do jutra!

8Piotr Adamczyk, Mobile & Emerging Platforms Manager, MEC Interaction. W reklamie internetowej pracuje od 2006 roku. Pierwsze kroki stawiał w domu mediowym OMD, następnie pracował w sieci reklamowej ARBO i domu mediowym Infinity Media. Z MEC Interaction związany od 6 lat. Pracował dla takich Klientów jak Nestle Polska, Hortex, Orange, Mercedes, Nivea, Citi, Kompania Piwowarska, H&M. Od 3 lat kieruje komórką odpowiedzialną za wykorzystanie narzędzi mobile marketingu w komunikacji. Jako pierwsza osoba w Polsce zdobył tytuł Mobile Certified Marketer przyznawany przez Mobile Marketing Association. Prywatnie biegacz, miłośnik jedzenia i podróży.

Skomentuj

Jedna odpowiedź do “Mobile World Congress. Dzień 3. Dzień, w którym się czegoś nauczyłem…”

  1. Anna Czoska napisał(a):

    Super relacja – poczułam jakbym tam była!
    Same konkrety, a to lubię :)

    Pozdrawiam. A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj także

Mobile 3 - 01 - 2013

Nie jedź na gapę, za bilet zapłać telefonem


Shares: 0
Event 26 - 02 - 2014

Mobile World Congress. Dzień 2. Mobilna rozrywka, inteligentne auta i smart wersalka na twarzy


Shares: 0
Mobile 1 - 07 - 2013

Wykorzystywanie internetu w smartfonie. Badanie MEC part 2.


Shares: 0
Mobile 5 - 07 - 2013

Jak korzystamy z NFC, AR, kodów QR. Badanie MEC part 4.


Shares: 0
Udostępnień